Było ponuro i cicho. Pustkowiem wędrowała zakapturzona postać. W oddali dało się słyszeć huk gromu, a na horyzoncie widać było burzowe chmury. Te były jednak daleko. Postać zdjęła kaptur, spod którego falą wypłynęły lśniące blond włosy. Były tak jasne, że wydawały się niemal białe. Była to dziewczyna, jeszcze młoda. Spiczaste uszy świadczyły o tym, że jest elfką. Zmierzała wciąż przed siebię w ciszy, która od czasu do czasu była przerywana przez gromy. Widziała również daleko przed sobą rozbłyski. Burza. Dziewczyna odgarnęła długą szatę i wyjęła z pod niej sztylet. Ostrze emanowało delikatnym białym światłem. Elfka wyciągnęła je przed siebie, wyszeptała coś pod nosem, po czym szybkim ruchem wbiła sobie broń w serce, krzycząc:
- Oddaję się dobrowolnie Shillo!
...
Ciemność. Niczego nie było widać, a zapach zgnilizny był nie do wytrzymania. Nagle pojawiło się nikłe zielonkawe światło, w którym można było dostrzec zgrabną sylwetkę. Postać na jednej ręce miała światło, a w drugiej dzierżyła nóż ofiarny. Szła powoli, majestatycznie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zmierza. W końcu zatrzymała się. Przed oczyma miała ołtarz, ledwie widoczny w nikłym świetle, ale gdy zbliżyła do niego ręką z nim, zobaczyła ślady krwi, bardzo stare, ale wyraźne. Puściła światło, które uniosło się ku górze, oświetlając jej upiorną sylwetkę zielonkawo. Kobieta, czy raczej młoda dziewczyna, uniosła nóż, pięknie zdobiony. Jego ostrze jakby płonęło czarnym ogniem, który jednak nie parzył. Wyszeptała coś do siebie w ciemności i gwałtownie wbiła sobie sztylet w serce, krzycząc:
- Jestem twoja, Necren!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz