czwartek, 27 stycznia 2011
Rozdział 1 -
Coś mignęło bardzo szybko. Koń poruszał się prawie bezszelestnie, mimo iż pędził z dużą prędkością. Jeździec trzymał się mocno w siodle, a wiatr rozwiewał jego, a właściwie jej włosy. Długie, jasne włosy. Elfka zaczęła się śmiać głośno i dalej galopowała przed siebie na swoim bułanym koniu. W końcu zatrzymała go, bo dotarła już prawie do wioski. Ta położona była głęboko w lesie, między najstarszymi drzewami i mimo, że dziewczyna się tu urodziła, musiała uważnie wyglądać znaków, które skierowałyby ją na dobrą drogę. Na szczęście nie zajęło jej to dużo czasu i chwilę później była już na miejscu. Zeskoczyła z konia i odprowadziła go na polanę-pastwisko, po czym ruszyła do swojej chatki. Była ona zbudowana z gałęzi i kości, pokryta mchem i skórami zwierząt. Właściwie bardziej przypominała namiot niż domek. Elfka odgarnęła zasłonę z liści i weszła do środka. Dominował tu zapach lawendy. Dziewczyna uśmiechnęła się, po czym położyła się na posłaniu ze skór. Oparłszy głowę, zaczęła rozmyślać...
Prolog
Było ponuro i cicho. Pustkowiem wędrowała zakapturzona postać. W oddali dało się słyszeć huk gromu, a na horyzoncie widać było burzowe chmury. Te były jednak daleko. Postać zdjęła kaptur, spod którego falą wypłynęły lśniące blond włosy. Były tak jasne, że wydawały się niemal białe. Była to dziewczyna, jeszcze młoda. Spiczaste uszy świadczyły o tym, że jest elfką. Zmierzała wciąż przed siebię w ciszy, która od czasu do czasu była przerywana przez gromy. Widziała również daleko przed sobą rozbłyski. Burza. Dziewczyna odgarnęła długą szatę i wyjęła z pod niej sztylet. Ostrze emanowało delikatnym białym światłem. Elfka wyciągnęła je przed siebie, wyszeptała coś pod nosem, po czym szybkim ruchem wbiła sobie broń w serce, krzycząc:
- Oddaję się dobrowolnie Shillo!
...
Ciemność. Niczego nie było widać, a zapach zgnilizny był nie do wytrzymania. Nagle pojawiło się nikłe zielonkawe światło, w którym można było dostrzec zgrabną sylwetkę. Postać na jednej ręce miała światło, a w drugiej dzierżyła nóż ofiarny. Szła powoli, majestatycznie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zmierza. W końcu zatrzymała się. Przed oczyma miała ołtarz, ledwie widoczny w nikłym świetle, ale gdy zbliżyła do niego ręką z nim, zobaczyła ślady krwi, bardzo stare, ale wyraźne. Puściła światło, które uniosło się ku górze, oświetlając jej upiorną sylwetkę zielonkawo. Kobieta, czy raczej młoda dziewczyna, uniosła nóż, pięknie zdobiony. Jego ostrze jakby płonęło czarnym ogniem, który jednak nie parzył. Wyszeptała coś do siebie w ciemności i gwałtownie wbiła sobie sztylet w serce, krzycząc:
- Jestem twoja, Necren!
- Oddaję się dobrowolnie Shillo!
...
Ciemność. Niczego nie było widać, a zapach zgnilizny był nie do wytrzymania. Nagle pojawiło się nikłe zielonkawe światło, w którym można było dostrzec zgrabną sylwetkę. Postać na jednej ręce miała światło, a w drugiej dzierżyła nóż ofiarny. Szła powoli, majestatycznie, najwyraźniej doskonale wiedząc, dokąd zmierza. W końcu zatrzymała się. Przed oczyma miała ołtarz, ledwie widoczny w nikłym świetle, ale gdy zbliżyła do niego ręką z nim, zobaczyła ślady krwi, bardzo stare, ale wyraźne. Puściła światło, które uniosło się ku górze, oświetlając jej upiorną sylwetkę zielonkawo. Kobieta, czy raczej młoda dziewczyna, uniosła nóż, pięknie zdobiony. Jego ostrze jakby płonęło czarnym ogniem, który jednak nie parzył. Wyszeptała coś do siebie w ciemności i gwałtownie wbiła sobie sztylet w serce, krzycząc:
- Jestem twoja, Necren!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)